Refleksja z popiołów
Bardzo lubię ten dzień i sens wyrażenia: PROCHEM jesteś i w PROCH się obrócisz.
Zacznijmy od tego, że PROCH pojawia się w Biblii – NIE z gruszki, i NIE z pietruszki – 110 razy.
Hebrajskie AFAR znaczy w zależności od kontekstu m.in. pył, proch, popiół, ziemia, piasek…
W 3 rozdziale Księgi Rodzaju (werset 19) – czytamy o kondycji człowieka (zaraz) po grzechu pierworodnym:
„W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!”
To jedna z najpiękniejszych obietnic! Serio!
Pan Bóg mówi powyższe zdanie do człowieka jeszcze w RAJU, i mówi mu, że WRÓCI do ZIEMI RAJSKIEJ!
Konsekwencją grzechu jest konieczność odejścia z raju, lecz było to odejście konieczne (by śmierć nie utrwaliła się na zawsze, bo wszystko TAM jest wieczne i śmierć przez wybór człowieka – również byłaby wieczna).
A Bóg już ma plan, że pośle Swego Syna i tak naprawdę dzisiejszy symbol popiołu – to opowieść o obietnicy: wrócisz Adaś do tej ziemi, nie płacz Ewka… bo serio wrócisz!
Pan Bóg dziś przez celebracje posypania głów popiołem obiecuje, że bardzo chce byśmy wrócili do Edenu!
Taki proch NA głowie, ma być W głowie!
Tzn. w myśleniu, w sercu, bo dzisiejsze: „nawracajcie się” (po grecku) to wcale nie: jakiś postny duchowy botoks!
To nie jakaś auto-korekta, by na Wielkanoc poczuć się katolicko zaje-fajnie!
To też nie jakiś katorżniczy: kato-taliban i siłownia duchowych praktyk!
Nawrócenie się – dosłownie po grecku (metanoia, zmiana myślenia).
Uwierz w EU-ANGELION, tzn. w Dobrą Nowinę.
Taki proch na głowie (a bardziej w głowie) rozsadza system: bastiony zwątpienia, mury obojętności.
Popielec może być dniem obudzenia w sobie tęsknoty za rajem, za nasza prawdziwą ojczyzną…
Popiół przypomina mi piękną piosenkę Maryli Rodowicz „Łatwopalni” (rok 1997, słowa: Jacek Cygan, piosenka w hołdzie dla Agnieszki Osieckiej). Tam padają słowa: „A my, tak łatwopalni, Biegniemy w ogień, By mocniej żyć. A my, tak łatwopalni, Tak śmiesznie marni, Dosłowni zbyt”.
Może warto dziś – ostudzić trochę wewnętrzną samo-zapłonową spinę. Ochłonąć!
No i kolejny trop. Nasze: miłości, założenia, postanowienia wielkopostne – często rozpadają się w popiół.
Stąd popiół w dzisiejszej liturgii to nic innego, jak spalone gałązki – z ostatniej Niedzieli Palmowej.
Jeszcze niedawno wołałem w religijnym żarze, że Jezus jest królem (a upadłem, zdradziłem, nosze w sobie kondycję i popiół mego brata Judasza).
Nelly Furtado śpiewała, że: „płomienie obracają się w popiół”, ale nam u progu Wielkiego Postu Bóg oferuje dokładnie odwrotną drogę.
Kocha nas miłością, która jak feniks (zawsze Jego mocą, a nie naszych postanowień) – może i powinna – podnieść się z popiołów!
Na dnie popiołów mojego codziennego spalania się (też w mych ziemskich wypalonych na popiół miłościach) i w tych tlących się jeszcze – tam słyszę: „Kocham Cię – wrócisz kiedyś do rajskiego prochu! I jego ciepło będzie ogrzewać Twe zmarznięte ziemską wędrówką stopy”!
