Człowiek,  Miłość,  O mnie,  Sopot,  Sopot,  Społeczeństwo,  Wiara

Metafizyczny awers i rewers Monciaka

Awers i rewers Monciaka.

Życia też.

Na mojej ulicy prawie na codzień widać setki ludzi. Z całego świata. To piękne.

A potem tak nagle, a zarazem bardzo cyklicznie – opada złoty pył uniesień. Tak jak te pierwsze, złote jesienne liście. One są tutaj – bym DZIŚ zwolnił, bym nie MIJAŁ ich pędząc. Cóż za życie bez tego dziecięcego blasku w oku, bez uwagi, bez zachwytu, bez radaru ciekawości na Wszechświat.

Zachowam te liście w sobie. Bo za 3, 2, 1, 0, start, koniec…zakończy się ich bytowanie, tutaj na płytach ulicy Bohaterów Monte Cassino. Bo zadepcze je jakże piękna, pażdziernikowa „apokalipsa turystów”.

Opada kurz, z pędzących cholera wie gdzie butów. Wydaje się pozornie, że także ucichł „wojenny front” przechodniów. Bo tak naprawdę, to demokratycznie, każdy – niezależnie, czy to z gofrem, czy z kultową zapiekanką jest tutaj – heroldem swej wewnętrznej wojny.

To walka o miłość – na randce, w najstarszym pubie Sopotu.

To walka typu: sorry, Szefuńciu, mogę zapytać…o fajkę, o dwójkę – do browara?Chociaż ostatnio jeden Pan był totalnie szczęśliwy  z powodu berlinki i bułki.

Walka o klienta, a może ukrycie nielegalnej pracy? Ten namolny naganiacz do klubu nocnego -„mógłby” mieć 16, a może 17 lat, a może jednak 19? Ma totalnie smutne oczy. Mówi, że w swej „pracy” nie śpi od ponad 40 godzin.

Walka o to, czy po xxx latach, ta reaktywacja FishMaca wygra np. z ekstatyczną celebracją, czystej poezji – Fish&Chips na molo.

A potem? Szumi dziwna moc fal. Choć przecież akurat nie ma wiatru. Coś kojarze, że to i księżyc i misterne „ex nihilo” Bożej kreacji. Nie czuje tu sprzeczności. Czuje w tym spokój, harmonie, mały-wielki epizod szczęścia. Zaproszenie nas do Subkreacji!

Ale czuje też często, tak świadomie, te chwile, gdy gasną światełka barów, kawiarni, pubów. Wydają się to być tutaj, takim miejskim, przewodnim motywem.

Nagle zastaje Ciebie – cicha czerń nocy.

Lub ta uliczna, poranna cisza.

Zostaje mój przyjaciel: Ja – bez retuszy, bez fajerwerków. Wpleciony w poranną pajęczyne rytuałów. Poruszam się w niej nieśpiesznie – szczególnie właśnie rano. Ale to mega inwestycja, bo fundujesz sobie, tak w bonusie – dodatkowe 30 minut niewyspania. Za to masz jednak np. mikrosekundy kontemplacji, gdy nad Morską Latarnią wzlatuje kumpel Słońce.

Zaś wiele chwil wcześniej – projektuje w sobie ruch pająka. To taka lepiąca się sieć, by nie wypaść z pajęczyny – w chaos, w rozdygotanie, w Armageddon pośpiechu, który tak wiele już razy zabierał mi godność.

Jak pająk próbuje walczyć o smaczne kęsy – konsekwencji. O pokarm uważności – tu i teraz. Uziemienie w pajęczynie! By nie spaść w czarne dziury czasoprzestrzeni.

Algorytm porannej drogi na autobus. Duży Monciak. Przejście podziemne. Mały Monciak. Jestem. Droga jest Procesem do Siebie.

Czuje też, że JESTEŚ TY, który JESTEŚ.

We mnie. W każdym pierwiastku.

W paradoksach pytań.

Więc wychodzę z mej klatki. Poranna ciszo mieszkaj dziś we mnie.

No o.k raz, czy dwa razy w tygodniu zjedzie – pustą ulicą – jakiś młody gałgan, na zakazanej tu hulajnodze. Dziś o 6.55 jest jednak mega cisza. Słyszę tylko bicie swego serca.

Czy ta ulica krzyczy dziś o milionie spraw? Nie, to nie krzyk ulicy!

To dekompozycje w mym umyśle. Autosabotaże wewnętrznego pokoju serca.

Ulica cicho szepcze: „Masz prawo tu BYĆ. Odpieprz się w końcu od siebie! Nie jesteś mniej ważny niż nasze sopockie gołębie, niż gwiazdy – te z ostatniej nocy (te nad poddaszem Twojego czwartego piętra), też niż Vipy (w odklejonych od życia „krzywych domkach władzy”).

Zawsze jest też jednak jakiś życiowy dysonans poznawczy. Jednego dnia jest tutaj piękna uliczna sztuka, jakiś cudny performance. Za chwilę jednak nawala w Ciebie muzyka, z miejsca, gdzie rezydują setki setki żelek. W każdym kształcie.

Blaski i cienie. Awers i rewers ulicy. Piękno przeplata się z totalną monetyzacją tej ulicy.

Zawsze jakiś awers. Rewers.

W moralności. To samo dotyczy: władzy, wiary, Kościoła, seksu, dobra i jego pozorów.

Płynie ulica z prądem. Ja szukam pod prąd – rewersów Ciszy. W Niej mieszka zupełnie inna Opowieść.

Można nawet pokusić się, by poszukać na fotografiach – horyzontu, symetrii, złotego środka. Bo chyba trochę o to w życiu chodzi?

Jestem Rybakiem Chwil.

Dokładnie jak ten wyżej, ten sopocki.

Jest od lat na metalowej lince. Ma sieć. Ma też pierwszą rybę. Nie upadnie! Bo ma solidny BALANS, w samym sobie. Może w sercu ma też prezent wiary w niego – od swoich bliskich.

Być na linie:

Bez sztucznych asekuracji.

Bez medialnych baniek informacyjnych.

Bez fatamorgan miłości.

Tu i Teraz. Oddycham.

Ulica płynie. Ja płynę w niej.

Przetrwam sztormy.

Dopłynę za Znany Horyzont Ulicy.

Tam DALEJ…

 

 

 

Rockowa dusza. Studiowałem m.in. teologię czy psychologię kliniczną. Nauczyciel od 2006 roku. Ciekawy świata i ludzi. Troszkę romantyk starej daty:) Uwielbiam zespoły Depeche Mode, Coma, Anathema. Również kino, smak kawy, twórczość J.R.R. Tolkiena oraz C.S. Lewisa. Przygoda z blogiem trwa od 16.07.2019 roku.

Jeden komentarz

  • Czytelnik

    Trafne spostrzeżenia i oryginalny język. Monciak ma 2 oblicza, byłem tam na pierwszej randce z obecną żoną i uciekliśmy od tłumu turystów do mniej obleganego Pucka:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.