Kulawa refleksja
W jakimś dominikańskim kazaniu usłyszałem kiedyś, że „ludzie naprawdę WOLNI są często bardzo KULAWI”.
Ludzie WOLNI to: „PIĘKNI ludzie (…)”, którzy „nie biorą się znikąd” (E. Kübler-Ross).
Życie doprowadziło ich do takiego granicznego PRZEJŚCIA; do takiej próby i takiej walki (ze sobą samym, z ludźmi, z Bogiem), z której wyszli kulawi (z „przetrąconym biodrem”).
Musi to cholernie uwierać.
Jak stygmat w psychice, duszy i organiźmie, który boli, kłuje – ale jest zaczynem wejścia – na DROGĘ, ku NOWEJ TOŻSAMOŚCI.
O tym opowiada miejsce w Jordanii, które marzę, aby kiedyś zobaczyć.
To biblijna rzeka Jabbok, która współcześnie jest nazywana Zarqua.
Jest lewym dopływem rzeki Jordan. Płynie przez tereny, które są na jego wschodnim brzegu. Ujście i połączenie z Jordanem znajduje się ok. 50 km od Morza Martwego.
Również w czasach panowania Hammurabiego bród tej rzeki był przejściem dla kupieckich karawan. Wiemy też, że około 1700 r.p.n.e – Jakub był patriarchą plemion izraelskich.
Nieważne kiedy (dokładnie) Jakub dotarł nad rzekę Jabbok.
Ważne co ta historia mówi o moim życiu: historia walki Jakuba z Bogiem!
To był próg drogi ku Dolinie Jordanu. Wystarczy przekroczyć wody rzeki i miał otwartą drogę do rodzinnego domu. Dywan marzeń ścieli się pod nogami. Ziemia Obiecana jest rzut beretem.
Tylko najpierw trzeba przejść przez GRANICĘ LĘKU.
A miał się czego facet bać!
Uciekał od 20 lat. Przed własnymi wyrzutami sumienia. Przed gniewem brata Ezawa. Przed historią swego imienia, które po hebrajsku nawiązuje do słów „oszukać, wyrugować”. A ukradł podstępem i kłamstwem przywileje ojcowskie (przeznaczone prawowicie dla pierworodnego brata Ezawa). Oszukał ojca Izaaka wykorzystując jego starość i ślepotę.
By wrócić do DOMU, musi się skonfrontować z czymś co go PRZERAŻA: spotkać się z bratem.
Przeżywa NOC, która staje się jego SYTUACJĄ GRANICZNĄ.
Jakub jak akrobata dyplomacji wysyła kilka poselstw, próbując przekupić Ezawa. Posłowie wracają z bardzo złym newsem.
Ezaw wychodzi mu naprzeciw z zastępem 400, zapewne uzbrojonych ludzi.
Też mam takie 400 lęków, taki swój JABBOK.
Jakże rozumiem ten lęk Jakuba – o swoje życie, o życie bliskich.
Na wieść o ruchach Ezawa Jakub „bardzo się przestraszył i poczuł się osaczony” (Rdz 32, 8a).
Znasz taki stan osaczenia?
Mało tego. Jego relacja z Bogiem jest obarczona jakimś zranionym i fałszywym Jego obrazem, bo modli się za chwilę: „Nie zasługuje na wierność i wszystkie łaski” (Rdz 32, 11a).
Zasłużyć na miłość Boga?
Bóg jak policjant już tylko czeka, by ekipa Ezawa dała Kubusiowi ostry łomot za karę (za jego życiowe szwindle)?
Ta noc miała być ciszą przed burzą i odpoczynkiem przed trudnym rodzinnym spotkaniem.
Nie mógł jednak spać.
Wydaje nam się tak często, że z lękiem trzeba WALCZYĆ, działać.
Więc Jakub zaczyna w nocy przeprawę. Bagatelka – 2 żony, 2 służące, 11 dzieci.
Potem cofa się i przenosi cały swój dobytek.
Na spotkanie z LĘKIEM przed którym uciekał tyle lat zabiera CAŁE swe życie.
Rozbić obóz, czy ruszać dalej??? Dręczy go NIEPOKÓJ i chce pobyć SAM.
Gdy tak się stało KTOŚ go napada.
Rozpoczyna się walka o której kiedyś zaśpiewał Jacek Kaczmarski, a scenę uwiecznił sam Rembrandt.
Zmaganie trwa do wschodu słońca.
Istnieje oczywiście wiele interpretacji: kim był „napastnik”?
A, że to anioł. Inni rabini uważają, że to musiał być anioł strzegący Ezawa. Kiedyś spotkałem się nawet z próbą powiązania tej historii z dawnym folklorem i legendą o demonie – strażniku przejścia przez rzekę. Jeszcze inni chcą widzieć jedynie psychologiczną walkę z poczuciem winy.
Jakub nad ranem nie pozostawia zbyt wielu interpretacji. Mówi: „widziałem Boga twarzą w twarz” (Rdz 32, 31b).
Różnych posłańców wysyła Bóg – aniołów, innych ludzi. Wierzę, że mówi też przez nasz wewnętrzny świat, że tam w sercu, w duszy – TAM mamy swoje potoki Jabbok i swoje konfrontacje.
To nie był sen. To jawa – przy pełnej świadomości Jakuba. Cóż to za zmaganie? Tekst używa słowo: abeq, które oznacza: „obsypywanie się piaskiem”.
Zawodnicy na arenach obsypywali wzajemnie swe ciała piaskiem (by nie mogły wyślizgiwać się chwytającym dłoniom).
Greckie słowa palaiein, oznacza „walczyć”, „mocować się”, „trenować”. Tak samo mówi się o starogreckich zapasach w gimnazjonie.
W pewnym momencie Jakub słyszy pytanie „Jak się nazywasz?”. Dla semickiej kultury IMIĘ, to COŚ WIĘCEJ.
To cała wewnętrzna tożsamość.
Jak się nazywasz znaczy: „Kim NAPRAWDĘ jesteś? Wyjaw mi SIEBIE. Jak jest Twoja rzeczywistość?”.
Odpowiada: „Jakub”.
Mówi nagą prawdę: „Jestem ściemniacz” – ale też dodaje (i za to go uwielbiam): „Nie puszczę Cię póki mi nie pobłogosławisz” (Rdz 32, 27). Co za uparciuch! Piękny i trudny obraz.
Nie rozumiem serio obrazu wiary, jako „znieczulenia”, „łatwiejszego życia” i Boga jako Kosmicznej Przytulanki.
Jakub zostaje ugodzony w staw biodrowy. I otrzymuje nowe imię.
Otrzymuje imię Izrael. Co znaczy m.in. „walczyłeś zwycięsko z Bogiem i z ludźmi” (Rdz 32, 29c).
Pokrewne brzmienia słowa „Izrael” to: „trwać”, „jaśnieć”, „oświecać”, „leczyć”, „być szczęśliwym”.
Jakub staje się Izraelem. I kuleje.
Zaczyna się proces jego uzdrowienia.
Nie staje się to magicznie.
Bóg nie przepisuje dla jego zalęknionego serca Prozacu (dla znieczulenia strachu).
Nie mami go afirmacjami tzw. pozytywnego myślenia („musisz Kubuś przeprogramować swój lęk przed Ezawem”).
Nie jest szarlatanem z ulotek: „jak w kilka dni POKONAĆ LĘKI”.
Nie karze go, ani nie głaszczę po główce.
Nie odbiera mu LĘKU.
Daje mu o wiele większą „broń” – czyli „przetrącone biodro”.
Jakub – Izrael uznaje swą „bezsilność” i od tego zaczyna się jego proces zdrowienia. Nie kopię się już z koniem.
Spotyka swój LĘK. Spotyka Ezawa. Okazuje się, że ten nie jest już jego wrogiem.
Ezaw chce, by brat pojednał się z Nim. Daje mu wiele serdeczności.
Ta historia uczy mnie pojednania z życiem, z lękami.
Każdy ma ich jakieś 400, zaraz za brzegiem swych pragnień, marzeń, tęsknot.
Jakub (teraz Izrael) nie do końca jednak ufa w dobroć brata. Ich drogi się rozchodzą.
Po tej nocy nie stał się przecież „skończonym projektem”.
Nie przeżył „szybkiej i 100% hokus-pokus nocnej terapii” ale rozpoczął się jakiś PROCES, który będzie trwał, aż do przeprawy przez – Jabbok śmierci.
Ta RANA biodra była mu potrzebna na drogę. Cholernie trudny to DAR.
Papież Franciszek napisał: „nie ma świętego bez przeszłości, ani grzesznika bez przyszłości. Perła rodzi się z RANY ostrygi! Jezus ze swoją miłością, może uzdrowić nasze serca, przekształcając nasze rany w prawdziwe perły”.
„Ja ranię i uzdrawiam” – mówi Bóg w Księdze Powtórzonego Prawa 32, 39d.
Spotkałem wielu pięknych i „kulawych” ludzi. Wolnych ludzi. Wierzących i niewierzących i agnostyków.
Poszukujących i zmagającym się – setki takich nocy jak Jakub.
Na rozdrożach wiary i niewiary. Ich historie (jak i moja) mają jakieś „przetrącone” biodro.
Ważne są słowa: „Najpiękniejsi ludzie, których znam, to ci, którzy znają smak porażki, poznali cierpienie, walkę, stratę, poznali swoją drogę na wyjście z otchłani. Ci ludzie mają wrażliwość i zrozumienie życia, które wypełniają ich współczuciem, łagodnością i głęboką, kochającą troską. Piękni ludzie nie biorą się znikąd.”
Są kulawi, którzy kuśtykają na DRODZE spotkania: ze sobą, z Bogiem, z drugim człowiekiem i z LĘKIEM.
Może to lepsze niż ucieczkowe sprinty wokół ringów strachu?
Lub bicie kolejnych rekordów w ilości strategii na walki w osobistych labiryntach lęku?
Może dać się zranić to wcale nie przegrana, a wręcz odwrotnie?
Mam nadzieję, że kulawy Jakub-Izrael wypatrzy me kuśtykanie pod TAMTĄ stroną Niebieskiej Rzeki.
Bo Zarqua (Jabbok) to znaczy NIEBIESKA.
Niebieska Ojczyzna – za brzegiem 400 życiowych lęków???
