Przekażmy SOBIE znak pokoju
Lubię bardzo ten moment, kiedy na Mszy świętej rozpoczyna się znak pokoju.To jeden z tych nielicznych momentów gdzie część z ludzi – staje staje się jakby bardziej ŻYWA i OBECNA.
Kamienne twarze, które wpatrzone są gdzieś nieobecnym wzrokiem nagle stają się zaciekawione komu podają dłoń lub w kogo stronę następuje „kiwaczka” głową.
Do zrytualizowanych gestów dopuszczamy jakiś uśmiech, jakieś emocje.
Oczywiście wielu nadal kiwa w tym momencie – jak robot (mając wlepione oczy w ławkę, jakby bała się spojrzeć w oczy – zobaczyć SIEBIE w lustrze drugiego człowieka). I dostrzec BLIŹNIEGO. Jego historię, ból, zmagania, nadzieję.
Jak mamy jednak żyć w pokoju z Bogiem, ludźmi, światem natury skoro nie ma w nas ZNAKU POKOJU z własnym życiem??????
ZNAK POKOJU z własną historią, chorobami, lękami;
całokształtem: darów, talentów, słabości, dziwactw, jazd dziwnych bez trzymanki.
Z tym czego nie mogę lub tak naprawdę nie chcę (a wbrew sobie) twierdzę uparcie, że powinienem (ubierając to w „chciałbym” – dla zysku marchewki lub w „muszę” – dla kija kary).
Jak żyć w POKOJU z innymi skoro nie lubimy siebie?
A mamy przecież kochać bliźniego – JAK SIEBIE SAMEGO.
A zatem zanim przekaże znak pokoju z INNYMI, zanim podejdę do Komunii Świętej z Bogiem – to HOWGH (fajka pokoju ze SOBĄ SAMYM:)
Dobrze, że JESTEŚ – TY który to teraz piszesz i Ty, który to teraz czytasz.
Pokój z Tobą MOJE ŻYCIE.
