Magdalena z Magdali, Salem i Torvaianica
Ten wiersz Juliana Tuwima wraca do mnie, w rożnych momentach mojego życia:
„Tańczyli na moście,
Tańczyli noc całą.
Zbiry, katy, wyrzutki,
Wisielce, prostytutki,
Syfilitycy, nożownicy,
Łotry, złodzieje, chlacze wódki.
Tańczyli na moście,
Tańczyli do rana.
Żebracy, ladacznice,
Wariaci, chytre szpicle,
Tańczyły tan ulice,
Latarnie, szubienice,
Hycle.
Tańczyli na moście
Dostojni goście:
Psubraty:
Starcy rozpustni, stręczyciele,
Wstydliwi samogwałciciele
Wzięli się za ręce,
Przytupywali,
Grały harmonie, harmonki,
Do świtu grali,
Tańczyli swój taniec dziki:
Dalej, Dalej!
Żarli. Pili. Tańczyli.
A był jeden obcy,
Był jeden nieznany,
Patrzyli nań spode łba,
Ramionami wzruszali,
Spluwali.
Wzięli go na stronę:
Mówili, mówili, pytali.
Milczał.
Podszedł Rudy, czerwony:
– Coś za jeden?
Milczał.
Podszedł drugi, bez nosa,
Krościasty:
– Coś za jeden?
Milczał.
Podszedł pijus, wycedził:
– Coś za jeden?
Milczał.
Podeszła Magdalena:
Poznała, powiedziała…
Płakał…
Ucichło. Coś szeptali.
Na ziemię padli.
Płakali”
(„Chrystus Miasta” – Julian Tuwim)
***
Tajemnica przebaczenia i miłosierdzia, które nie zamyka się dla żadnej (choćby najbardziej poranionej historii)!
Magdalena, która została na pustym placu.
I tylko te Jego oczy, które nie potępiają!
Wszyscy odeszli do domów i porzucili kamienie, którymi (przed chwilą) chcieli ją ukamienować!

***
Magdalena.
Była lustrem ich „mrocznych pasażerów”.
Chcieli się „ich” wyprzeć, rzucając w Nią kamieniem!
Publiczny wyrok śmierci miał ich zaszczepić – na „zarazę Marii z Magdali”.
Od-czynić własne demony!
Miało ich to „oczyścić”.
Puryfikacja sumienia…
Jej istnienie demaskowało – ich osobiste religijne laurki (okadzane codziennie – na swoim własnym ołtarzyku, swej niewątpliwej wyższości moralnej).
Czyż, co najmniej kilku z nich, nie było klientami Magdaleny?
Czemu taki mechanizm?
***
Być może jakiś trop odkrywa przed nami mechanizm „kozła ofiarnego”?
Społeczność Izraela (w Starym Testamencie) miała w swej społeczności bardzo „dosłowne” prawo. Raz w roku przyprowadzałi do arcykapłana dwa kozły ofiarne.
Nad jednym z nich, wypowiadano bardzo długą litanię grzechów, popełnionych w ich społeczności.
Zwierzę objuczone ludzkimi winami wypędzano na pustynię. Pilnowano, by nie powróciło.
![]()
Śmierć ofiary za ich grzechy = cisza ich sumień.
***
Warto jednak dodać, że Izraelita nie był w tym procesie „oczyszczania” zupełnie bierny. Praktykowano tego dnia: jałmużnę, odwiedziny chorych. Szukano okazji do pojednania.
Nie skupiano się jedynie na grzechu!
Drugi kozioł służył do ofiary dziękczynnej, za wszystko co dobre w ich życiu!
***
Kozła ofiarnego nie wymyślili pierwsi Izraelici!
I nie oni byli ostatni!
Nie jest to również mechanizm, zarezerwowany dla wypaczonych form religijności!
Każda epoka miała (i ma niestety) swoje czarownice. Swoje prywatne Salem, które obraża zdrową religijność!
Depcze ludzi, rzekomo z mandatu Boga! To straszne!
Ale kozioł ofiarny pojawia się równie często – w systemach czysto świeckich!!
Korzystają z nich (równie swobodnie!) ludzie niewierzący.
Na porządku dziennym taka instytucja była i jest używana w reżimach totalitarnych!
Nikt nie jest idealnie wolny, od tego syndromu.
***
Każda epoka ma swoje substytuty kozłów ofiarnych!
Izraelici chociaż szukali pojednania. Odwiedzali chorych. Dzielili się z biedniejszymi.
Mam takie wrażenie, że współczesna wersja – tej historycznej mentalności – jest znacznie krótsza.
Szukanie pojednania? Po co?
Wystarczy rytuał litanii win i to nie swoich!
Wystarczy wykluczyć innych poza swój obóz, swoją klikę, swoją partię, swoją religię!
Bicie się w czyjeś piersi (nie własne) to taki rytuał „objuczenia” kogoś tym, co wypieramy w sobie.
Wyrzucam z siebie jak mantrę litanie do wszystkich liberałów, lewaków, prawaków, masonów, zacofanych katolików itd..itp…
I już koziołek kolektywnych win drepcze sobie chyżo poza obóz – mojego własnego sumienia!
Magicznie i biernie możemy odetchnąć!
***
Magdalena to po prostu bliźni!
W podrzymskiej miejscowości Torvaianica mieszkają m.in. transseksualne prostytutki.
To osoby pochodzące z Brazylii, Kolumbii i Argentyny. Nie posiadają dokumentów, co utrudnia szukanie pomocy we włoskich urzędach opieki społecznej. Paszporty zabierają im mafie, które je w pełni kontrolują. Niedawno zwróciły się o pomoc do miejscowej parafii. Ksiądz Andrea zobaczył po prostu ludzki głód. Przekazał im paczki żywnościowe.
Przybywały jednak nowe osoby.
Ksiądz wpadł na pomysł, by napisały także list do papieża.
W reakcji na ich prośbę do parafii przyjechał papieski jałmużnik kardynał Krajewski, który przywiózł wsparcie w imieniu Franciszka.
Kardynał nie przywiózł ze sobą bulli papieskiej z ekskomuniką!
Nie wygłosił im nauki o zgniliźnie moralnej.
Przyjechał ich nakarmić, przekazać najbardziej niezbędne rzeczy.
Przywiózł też ważne przesłanie:
„Te osoby to istoty ludzkie, które były głodne, wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi. Nie rozumiem, dlaczego przyciąga to tak wiele uwagi. To zwykła praca dla Kościoła, to normalne. W ten sposób Kościół staje się szpitalem polowym. Podążamy za ewangelią”.
***
A kto z nas – tak serio serio nie ma w sobie nic, z człowieczeństwa Magdaleny, to niech śmiało pierwszy rzuci kamieniem!
Wierzę też, że Jezus umarł, za murami społeczności, za wszystkich!
Też po to, by nie kamienować już nikogo!
Nie wykluczać i nie potępiać!
Nie czynić z żadnego człowieka – kozła ofiarnego, za swe własne ciężary!

