Covid-19,  Człowiek,  O mnie,  Wiara

Pajęczyna 2020/2021

 

2020 — podsumowanie. 2021 — początek nowego


Dziś przy wejściu do kościoła „zatrzymała” mnie ta piękna, oszroniona pajęczyna.

To wymowny symbol roku 2020.
I inspiracja do pomyślenia o nowym roku.


Pajęczyna — coś tak kruchego, a zarazem tak misterne arcydzieło…

Co przeważa w tym obrazie?
Słabość czy siła powiązań?


Z jednej strony widzę:

– kruchość mego życia i zdrowia;
– niestabilność „posiadania” mej pracy;
– niepewność, kto tak naprawdę stanie po mej stronie, gdy przyjdzie dzień o nazwie: „Sprawdzam!”.

Można się niestety bardzo srogo zawieść.
Szybko widać, kto jest kim.

A z drugiej strony?

– Siła przyjaźni, które miałem odwagę i determinację pielęgnować.
– Duchowość — jak niezniszczalny brylant w glinianym dzbanku, umacniająca się w mej słabości.
– Azyl rodziny.


Za co jestem wdzięczny po roku 2020?

Bo to był też bardzo dobry rok.
Wiem, że brzmi to jak jakieś szaleństwo.

Wiele memów o 2020 roku sprowadza się do jednego: przekląć ten pandemiczny rok.


Jestem wdzięczny:

– Za odzyskanie zdrowia po ciężkiej próbie i za wszystkich, którzy pomogli mi w tej „Przygodzie”.

– Za pięknych ludzi, którzy z odwagą podejmują terapię, mierząc się z depresją, nerwicami i zaburzeniami lękowymi.

– Za narodziny siostrzeńca Miguela, który od 7 czerwca zdaje się pytać ze zdziwieniem: „Co ja tu robię na tym świecie?”. I swoim spojrzeniem uczy mnie codziennego zachwytu nad darem życia. I ciekawości.

– Za wsparcie przyjaciół — mocne jak tama.

– Za uśmiechy Mateo i Mayeczki, jak lekarstwa na duchowe blizny.

– Za msze święte online, które uświadomiły mi tęsknotę za Eucharystią.

– Za częstsze niż w 2019 roku rozmowy — telefoniczne, przez WhatsApp i Messenger.

– Za pierwszą wizytę u barbera i odwagę zapuszczenia pierwszej brody w życiu.

– Za odzyskanie własnego Głosu w sprawach tak ważnych dla mego życia, o których zbyt często zachowawczo milczałem — i prywatnie, i publicznie.

– Za to, że kryzys w Kościele obudził wielu świeckich do współodpowiedzialności. Że zobaczyłem w nim początek procesów uzdrowienia, także z klerykalizmu, który papież Franciszek określał jako „perwersję”.

– Za piosenkę Xaviera Rudda „Spirit Bird”, która w kilku ciemnych momentach przyniosła mi ukojenie i dodała siły.

– Za sukcesy Roberta Lewandowskiego — tak, jest geniuszem! — które inspirowały mnie do ciężkiej pracy w codziennej walce o marzenia.

– Za to, że ten czas pozwolił mi odkryć piękno przyjmowania komunii świętej na rękę i tradycję komunii duchowej. Tematy trochę wcześniej przykurzone.

– Za rodziców i różaniec odmawiany z nimi na głos.

– Za wsparcie rodzeństwa i Marty.

– Za wywiady z Piotrkiem Żyłą. Brzuch boli ze śmiechu, a taki śmiech potrafi przynieść ulgę!

– Za choćby częściowe odczarowanie przekonania, że woda święcona czy przyjmowanie komunii wykluczają ryzyko zakażenia. Praktyki religijne również wymagają troski o bezpieczeństwo zdrowotne.

– Za dobro odkryte w parafii greckokatolickiej w Cyganku i w parafii polskokatolickiej w Łodzi.

– Za to, że kawa bezkofeinowa też się sprawdzała.

– Za najczęściej odtwarzany przeze mnie utwór 2020 roku na Spotify: „Jerusalema” — Master KG z udziałem Nomcebo Zikode. Najradośniejsze przypomnienie, w muzyce i tekście, o mojej tęsknocie za powrotem do Jerozolimy.

– Za drogie memu sercu dzieci z Funzi Island w Kenii.

– Za ponowną lekturę sagi „Wiedźmin”.

– Za odwagę spełnienia małego marzenia: profesjonalnej czarno-białej sesji fotograficznej autorstwa Marcina Kurkusa.

– Za polskich ratowników i lekarzy na pierwszej linii walki z COVID-19.

– Za to, że mogłem po raz pierwszy w życiu głosować „za” kimś, a nie — jak zazwyczaj — „przeciw”.

– Za modlitwę papieża Franciszka 27 marca 2020 roku na opustoszałym placu świętego Piotra. Za tamten deszcz i błogosławieństwo. I w ogóle za tego człowieka.

– Za to, że byłem w tym roku dla siebie dobry i uważny. Że byłem własnym przyjacielem.

– Za zdrowy egoizm i odkrycie, że „jak siebie samego” oznacza również troskę o siebie.

– Za to, że nie muszę być pomidorową — lubianą przez wszystkich!
Dla kogoś zawsze będę „katotalibem”, a dla kogoś innego „lewakiem”.
A ja jestem Pawłem, którego w sobie lubię!

– Za głód pisania, pod którym jest o wiele więcej niż moja próżność i zabieganie o polubienia.

– Za chwilę ciszy i zachwytu nad Pięknem.


Jaki będzie 2021?

Może jak ta pajęczyna?
Pełen pięknych paradoksów…
Kruchy i jakże pełen majestatu…

I jaki jeszcze?

Najlepsza metoda, aby się dowiedzieć?

Tkać teraz i dziś…
Z uważnością, pokorą i miłością…

Rockowa dusza. Studiowałem m.in. teologię czy psychologię kliniczną. Nauczyciel od 2006 roku. Ciekawy świata i ludzi. Troszkę romantyk starej daty:) Uwielbiam zespoły Depeche Mode, Coma, Anathema. Również kino, smak kawy, twórczość J.R.R. Tolkiena oraz C.S. Lewisa. Przygoda z blogiem trwa od 16.07.2019 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.