Bez kategorii

Po 75 rocznicy

Trochę dłuższa refleksja po dzisiejszej Rocznicy:
Wiosną tego roku byłem po raz pierwszy w Auschwitz. Nigdy nie zapomnę naszej przewodniczki. Zastanawiałem się ciągle: jak to jest możliwe, by przez kilkanaście lat, przychodzić do miejsca pracy gdzie pokazujesz salę (gdzie na szczęście nie wolno robić zdjęć), w której są setki kilogramów ludzkich włosów, czy małych grzebieni dziewczynek (spalonych w komorze gazowej). Musiałem usłyszeć jej odpowiedź. Rozmawialiśmy na rampie kolejowej. Mówiła, że chce być głosem TYCH, którzy głosu już nie mają. Bolała nad tym, że często słyszy pytanie: A co czują Niemcy, którzy tu idą? Snuła refleksję, że łatwiej jest zadawać takie pytania INNYM, niż zadać sobie OSOBIŚCIE pytanie: A co robię ja w swoim życiu, gdy widzę ZŁO?
Bo o tym też jest to MIEJSCE!
O tym dziś mówili w Auschwitz nie tylko Ocaleni, o tym mówił Dyrektor Muzeum – Piotr Cywiński.
Zadawali dramatyczne pytanie: gdzie byłeś świecie, gdy to się działo? Jakie miałeś usprawiedliwienie na swą OBOJĘTNOŚĆ?
Nie zamierzam być prokuratorem OBOJĘTNOŚCI tamtego świata!
Mogę tylko przejąć się refleksją – jednego z Ocalonych (pana Mariana Turskiego), który tłumaczył, że Auschwitz nie spadł z nieba, że przyzwolenie na Auschwitz dreptało sobie w głowach Świata przez setki, tysiące drobnych i niepozornych kroczków np. „Żydom nie wolno siadać na tej ławce”. I ktoś powiedział: ok, może to nie fair ale bez przesady jest tyle ławek w mieście. Nikt wtedy nie widział w takim „kroczku” perspektywy kominów krematoryjnych. To były wczesne lata 30. Potem zło zmiękczało sumienia dalej. Nagle już dzieci żydowskie nie mogły bawić się z dziećmi niemieckimi.
Oswajanie ze stygmatyzacją, alienacją. Bo: „tak powolutku, stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają się z tym oswajać – i ofiary, i oprawcy, i świadkowie, ci, których nazywamy bystanders, zaczynają przywykać do myśli i do idei, że ta mniejszość, która wydała Einsteina (…) jest inna, że może być wypchnięta ze społeczeństwa, że to są ludzie obcy, że to są ludzie, którzy roznoszą zarazki, epidemie. To już jest straszne, niebezpieczne. To jest początek tego, co za chwilę może nastąpić” (Marian Turski). Tak to prawda: „Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, aż stało się to, co stało się tutaj”.
Tak sobie myślę nad OBOJĘTNOŚCIĄ we mnie.
Bo mogę wołać o prawdę historyczną i rzeczywiście – nie można dla żadnych celów politycznych kłamać, że obozy były „polskie” itd. Można też wzruszać się, że tak wielu naszych rodaków broniło heroicznie (i z zagrożeniem życia swego i swej rodziny) Żydów. I to też jest fakt!
Ale co z tego wynika dziś? Prócz uczczenie pamięci, bo tak trzeba! Prócz edukacji o tym – bo trzeba!
Na jakie getta dziś na świecie patrzymy z doskonałym samopoczuciem? Karmimy się martyrologią naszych bohaterów, lecz naszych rąk nie będziemy sobie brudzić, gdy zaledwie pojawi się cień ryzyka (często zmanipulowanego pompowaniem lęku przez x miesięcy).
To niemożliwe np. by Jezus kazał przyjmować pod polski dach przybłędów „roznoszących zarazki”. To jakiś fake, żeby w Ewangelii wg. św. Mateusza mógł się utożsamiać z uchodźcami – z kobietami, czy dziećmi z Syrii: „Byłem przybyszem (gr. ksenos = obcy), a nie przyjęliście mnie”.
Ja nie widzę tam gwiazdki i przypisu, że: „ze względu na to, że nie wszyscy muzułmanie są o.k – to radzę zastosuj wyjątek – nie dotyczy muzułmanów; a jak chcesz by Ewangelia dawała tylko bezpieczeństwo, to na wszelki wypadek tych chrześcijan z Syrii też nie wpuszczaj do Polski – tylko tam na MIEJSCU pomagajcie i koniecznie nie oglądajcie tych relacji ile osób znów utonęło (uciekając z tego TAM, gdzie ślecie sms-y)”.
Bo obejrzałem koncert „Polska – Syrii”, wysłałem smsa i mam już swoje usprawiedliwienie. Składam me usprawiedliwienie (i billing dobroczynnych smsów) jako mój znicz pamięci – na kolejnych grobach, tych co „roznoszą zarazki” i znów utonęli gdzieś koło wyspy Lesbos.
Mam czyste sumienie, bo autor słów o zarazkach podjął decyzję za mnie. Bo uwierzyłem, że „zdrowy rozsądek: to kategoria radykalizmu Ewangelii. Nie jest! Czy to nam się podoba czy nie. Nie ma „safe zone” w pójściu za Nim! Nie mówi Jezus „nakarm, lecz z wyjątkiem alkoholików na ulicy i tych, którzy nie mają ze sobą zaświadczenia z USG, że faktycznie mają pusty brzuch”. Przecież to komunistyczne brednie: „Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, kto bierze twoje” (Łk 6, 30). Ten akapit to akurat refleksja z książki „Maryja – matka rodziny wielodzietnej” Szymona Hołowni i ja się z nią zgadzam. Zdrowy rozsądek może być jak mówi Szymon – przebraniem dla naszych lęków.
I tak szatkujemy przesłanie Jezusa, tak by pasowało np. do poglądów politycznych, a przecież wiadomo Franciszek myjący stopy muzułmance (w więzieniu) to Antychryst. Dla mnie to czysta Ewangelia!
Jaka jest moja obojętność? Gdzie nie reaguje?
Czy reaguje jeśli kolejne hasztagi tzw. „murem ZA” są (w większości, nie zawsze) – „murem Przeciw”? Czy my jeszcze umiemy być ZA KIMŚ, bez postscriptum, które jest napiętnowaniem tych, którzy akurat nie są MUREM – za jakąś konkretną osobą?
Ostatnio jedna z „pobożnych” katoliczek wstawiła taki wpis: „murem za”. Nieważne za kim (zresztą kimkolwiek by nie był, nie ma on dogmatu nieomylności w każdej sprawie) ale ponieważ modne jest dziś odżegnywanie innych od czci i wiary (i rozdzielanie przez Internet prywatnych ekskomunik dla tych heretyckich, nieprawdziwych katolików) to owa pani nie omieszkała dopisać z miłością: „WSZAWICA znalazła kolejną ofiarę”. Po czym dodała przeuroczo „miotają się z wściekłością, jątrzą, szukają zaczepki, wyzywają, zgrzytają zębami, ciskają piekielnymi gromami, szaleją z gniewu, zapluwają się w coraz większej histerii. A MY Z UŚMIECHEM NA TWARZY, DAMY RADĘ”. Dodam tylko, że ta pani ma motto na swej ścianie: Jezus Chrystus – Bóg miłosierdzia.
Też w Niego wierzę i Jego miłosierdzie, ale serio uff, że nie jestem w tym zbiorze zwanym „uśmiechniętym MY” (z ową panią), które potrzebuje kategorii WSZAWICY, by skomentować taką część świata, która myśli trochę inaczej. I nie zgrzytam zębami będąc częścią tej WSZAWICY, która akurat – nie jest Murem Za.
Jaka jest moja obojętność?
Można się np. nie zgadzać z każdym poglądem osób LGBT. Ale czy to TYLKO malutkie zło, które uzdrowi chodzące po naszym mieście ZŁO, gdy jacyś kolejni radni zrobią tak jak w Szczecinie – happening „dezynfekujemy ulice z LG BT”?
W końcu to nie „ideologię” spotykasz, lecz osobę homoseksualną w kościele (w ławce obok Ciebie), w zakładzie pracy, w zakrystii też. Ale to bojownicy z „ideologią” (pewne małżeństwo) wnieśli na jeden z marszy LGBT materiały wybuchowe (planowany zamach w Lublinie udaremniono). Cóż… nasi członkowie tej anty-krucjaty widać pogubili się w rozeznaniu: czy zranią fizycznie „ideologię”, czy też raczej nastoletnią lesbijkę (po której też by płakał jakiś ojciec i matka?)
Oko za oko. Wagina a’la procesja Bożego Ciała. Żałosny happening podrzynania gardła kukły arcybiskupa. Kamienie w Białymstoku – w marsz lgbt. Nikt tu nie jest idealnie święty. Chleba, igrzysk i wspólnego wroga – to opium wyłączające myślenie.
Co drepcze po naszych ulicach?
Czy spalenie kukły Żyda (18.11.2015) to tylko malutki niegroźny incydent? Lub mowa nienawiści eks-księdza Międlara? Lub wydarzenie w Gdańsku (18.09.2018), kiedy w trakcie święta Jom Kippur sprawca wrzucił do synagogi (Gdańsk-Wrzeszcz) przez okno dużych rozmiarów kamień? W przedsionku siedziały kobiety czekające na Neilę – końcową modlitwę Jom Kippur. W pobliżu były dzieci. Kamień przeleciał kilkanaście centymetrów od twarzy jednej z kobiet.
Czy to tylko incydent, gdy w 2015 ostrzelano szyby dwóch lokali, byłego imama w Gdańsku – Haniego Hraisza? Kiedy to się wykluło, w głowach tych sprawców?
Kiedy obudziliśmy demony, które w nas tyle lat spały i czy naprawdę pochodzą one z innego źródła niż te demony, które „urabiały” świat w latach 30, zanim „Auschwitz spadł z nieba”?
Nawet w moim Domu, w kościele katolickim. Przez ponad 30 lat nie doświadczyłem takiej sytuacji jak ostatnie lato (Kielce, kościół katedralny). To, że ksiądz w czasie modlitwy wiernych modlił się wprost, by wygrała pewna partia to pikuś. Wcześniej zamienił homilię w spektakl polityczny, którego nigdy wcześniej nie słyszałem w żadnym kościele (no cóż miałem farta, inni niestety nie). I wtedy pewna pani pękła i pod chórem słusznie stwierdziła zdenerwowana: „to kościół, a nie wiec partyjny”. I zaczęła wychodzić. Boże, co to obudziło w kilku z gorliwych panów i pań spod chóru: m.in. głośne i nienawistne: „won ty lewaczko”, „wypad babo z TVNU”. A za chwilę przekazywali sobie Znak Pokoju. I poszli przyjąć Ciało Chrystusa.
Co z nami jest nie tak, że nie reagujemy?
Przez miesiące sączone poczucie zagrożenia, widzenie wroga.
Już nie ma nawet ani jednej obiektywnej informacji, gdy prezentuje się kontrkandydatów na prezydenta. Nie ma życzliwej i uczciwej walki. Jest wyrywanie z kontekstu i szczucie. Jeżeli ktoś tak kocha np. jedynego słusznego kandydata, to czy serio do wygranej Najlepszego potrzebne są złośliwość i manipulacje?
Przecież prawda – wygrywa mocą prawdy?
Ale „naszą jedynie słusznie prawdę” trzeba podlać sosem nienawiści do każdego myślącego inaczej. Myślący inaczej nie zasługują na opowiedzenie o nim bez złośliwości i z chociaż odrobiną życzliwości ludzkiej. Drugi człowiek, myślący inaczej to niewygodny „plankton idei”, który trzeba zmyć z areny politycznej wiadrem pomyj, bo nie umiemy spierać się na argumenty? Potrzebujemy szamba, by było tak „jak zawsze”?
Jak oni się kochają – mówili o chrześcijanach w wiekach, gdy nie było małżeństwa Kościoła i korony.
Jak oni się nienawidzą – tak mogą o nas powiedzieć (tak często słusznie). A małżeństwo jest i wciąż ma „miesiąc miodowy”, który skończy się długoletnią czkawką.
Ja mam takie refleksje po Auschwitz: pytanie o obojętność na nasze „malutkie” polskie piekiełka.
Nikt tego nie przekłamie i nie zawłaszczy. Bo są – oryginalnie polskie, swojskie, zwyczajne jak chleb powszedni o który się modlimy.
Jestem jednak dumny z głosu Ocalonych. Bo budzi sumienie.

Bo to oni, a nie politycy mieli dziś głównie Głos.

Choć już widzę zaczyna się sąd – nad jednym z Ocalonych, bo powiedział dziś rzeczy niewygodne (no i nie jest jego historia tak nieskalana jak owych zgorszonych) .
Trochę mam bezsilną złość, bo czasami łatwiej się nam (i mi) jedynie powzruszać i wciąż nie chcieć widzieć „ malutkich okruszków Auschwitz” we własnym oku (które jest wpatrzone z moralną wyższością w siatkówkę mego brata i siostry).
Tak jest w mojej ukochanej Ojczyźnie, gdzie 75 lat po wyzwoleniu Auschwitz sąsiad sąsiada nazywa WSZĄ i nie widzi w tym nic złego.
I jeszcze usprawiedliwia to…swoiście rozumianą walką o wiarę i naród!
Dziękuje tym 200stu Ocalonym za głos, który może być naszym Ocaleniem. Tylko przestańmy się nawzajem pożerać, bo nam coś z nieba spadnie na łeb, lub naszym wnukom.

Rockowa dusza. Z wykształcenia teolog. Nauczyciel od 14 lat. Ciekawy świata i ludzi. Troszkę romantyk starej daty:) Uwielbiam zespoły Depeche Mode, Coma, Anathema. Również kino, smak kawy, twórczość J.R.R. Tolkiena oraz C.S. Lewisa. Przygoda z blogiem trwa od 16.07.2019 roku.

2 komentarze

  • Ppp

    P. Turski wygłosił genialne przemówienie – zrobiło na nas przeogromne wrażenie.
    Co do reszty – człowiek nie może zajmować się wszystkim, a jak za połowę średniej krajowej usiłuje po prostu przeżyć, to zajmuje się sobą i nie można mieć o to pretensji.
    Pozdrawiam.

  • Agata

    Rok temu czytałam biografię Sendlerowej autorstwa Anny Bikont. I moją główną myślą podczas tej lektury była refleksja, że tych dobrych, przyzwoitych gestów było tak mało. Krzyczymy, ze Polacy chronili Żydów, ale ciągle nie umiemy przyznać, że większośc myślała tylko o sobie. Tak strasznie brakuje mi delikatności i pokory w rozmowie na ten temat… Ja nie mam odwagi powiedzieć, jakbym postąpiła w tamtych czasach. Mogę mieć tylko nadzieję Myslę, że pytanie o obojętność powinniśmy mieć nieustannie przed oczami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.