Biblia,  Człowiek,  Depresja,  Film,  Miłość,  Muzyka,  Netflix,  Społeczeństwo,  Sport

After life, czyli sen o Lewym, a potem Binoche, Nikoś, Piłat

To uczucie, gdy obudził mnie bardzo dziwny sen (o godzinie 3.10). Był taki żywy i tak plastyczny! I był tam Robert Lewandowski:) Ale po przebudzeniu czułem spory ciężar smutku.

Pamiętam, że usiadłem skonsternowany na łóżku i wówczas przypomniał mi się piękny film, z Juliette Binoche i Johnnym Deppem (oboje doskonali!) – pt. „Czekolada” (rok 2000, reżyser Lasse Hallström)

W mym strumieniu świadomości pojawiła się myśl, że życie prawdą o Zmartwychwstaniu (w filmie opowiada o tym finałowa scena kazania wielkanocnego), to też czasami, po prostu „zwyķła” celebracja życia.

Jakże niezwykła!

Bliskość. Czułość. Smaki. Uczta.

Przyjemność jedzenia i zmysłowa to też dary Boże! Te małe szczęścia, które robią różnicę, szczególnie gdy jest trudno.

Czasami bardzo spada w mózgu poziom serotoniny, dopaminy, oksytocyny.

I na ten deficyt (np. endorfin) jest właśnie „boska czekolada”, na gorąco (z chilli i cynamonem).

Zrobiłem właśnie taką i usiadłem do tekstu. Dzięki Ci Boże, że filmowa Vianna (piękna Binoche!) mi o tym przypomniała!

***

A mój sen? A już opowiadam😄

Jestem na boisku i…zostało 10 sekund, aby przechylić szalę zwycięstwa dla Polski.

Wow! Lewandowski wykłada mi idealną asystę. Czuję błysk nadziei!

Muszę tylko dołożyć nogę i wbić do pustej bramki.

Ale niestety zbyt kombinuje i kiksuje, podając do obrońcy.

Ech! Smutek i rozczarowanie.

Wstyd, by popatrzeć w oczy Lewemu.

Został remis, który nam nic nie daje.

Niestety nie pojedziemy do Kataru, aby walczyć w Mistrzostwach Świata!:(

***

Czemu Lewy w tym śnie?

Może dlatego, bo wieczorem myślałem akurat (z ekscytacją) o zbliżającym się meczu Bayernu Monachium.

***

Wszyscy szukamy efektu: „it’s a match”?

Poczucia celu, spełnienia?

Dopełnienia w Kimś?

Jakbyśmy sami nie byli CAŁOŚCIĄ!

Nie ma czegoś takiego, jak druga połówka!

To bzdura!

Póki tak myślimy, to przeżywamy wieczne rozczarowania. Nie trafiłem. Znów!

***

Akurat – 14.01.2022 r. to był dzień osób nieśmiałych. I dzień ukrytej miłości.

I tak też bywa, ale trzeba iść dalej!

Być dobrym dla siebie!

Bo nikt Ciebie nie pokocha, jeśli Ty wpierw nie pokochasz siebie samego!

Nie można kochać kogoś – „zamiast siebie”
(co przypomniał mi ostatnio znajomy ksiądz Piotr).

Jest przecież w nauce Jezusa mowa, by kochać bliźniego, jak siebie samego (Mk 12, 31; Mt 22, 39; Łk 10, 27)!

Jeśli nie kochasz siebie, to o zwycięstwo wówczas bardzo trudno. Cel się oddali!

A może bardziej ja od niego…

***

W naszym kraju też jakoś smutno.

Rozmijamy się ze sobą.

Egoizm, strach i pycha rykoszetem odbiera energię, poczucie sprawczości.

Widzę u wielu ludzi (i też w sobie) narastające poczucie bezsilności.

***

Jest takie słowo w biblijnej grece: hamartia – tzn. minięcie się z celem. Polskie tłumaczenie to „grzech”!

Mijamy się z celem.

Doświadczamy np. zimnej obojętności drugiego człowieka.

Bo w ogóle już nie słuchamy siebie nawzajem!

Nie chcemy siebie widzieć!

ZOBACZYĆ!

Sabotujemy w naszym życiu miłość i przyjaźń!

I siebie samego też!

A w sprawach społecznych „faulujemy” i gramy już od dawna z czerwoną kartką.

Nie widzimy nawzajem siebie, bo mamy na oczach szczelne opaski! Krążymy wokół siebie – zahibernowani w swych bańkach (informacyjnych, medialnych).

W swoich plemionach contra, tym: „nie naszym”.

Nie ma asysty i współpracy! Lepszy hejt na siebie. STOP! Tak nic nie nie wygramy!

To bardzo przypomina taki „piłkarski poker” I coraz częściej sprzedane mecze…

***

Tak jak w czasach, gdy Nikoś „pomógł” Lechii Gdańsk, w zdobyciu Pucharu i bramkarz obcej drużyny sam sobie strzelił gola! Za co dostał premię!

Mawiano też potem: „ech za Nikosia, to byłby karny dla nas”. To tak po filmie: „Jak pokochałam gangstera”.

***

***

Przegrywamy w miłości i przyjaźni.

Przegrywamy test empatii.

A na ring, arenę i salony naszej Mortal Kombat krucjaty – o najmojszą z ojczyzn – wkracza bezkarna gangsterka. Moralność jest nie w cenie!

***

Co do Lewego, to też przydałby się nam, taki wzrok Thomasa Müllera, który zawsze wypatrzy kapitana Polski (i jest królem asyst), a wtedy RL9 może być królem goli. Bo Thomas patrzy na dobro drużyny i szuka partnera.

Popatrzmy sobie czasem w oczy!

W KOŃCU to zróbmy!

Jest mniej czasu niż myślimy!

W oczy:

– dawnego przyjaciela,

– kogoś, kto kocha w ukryciu.

W oczy kolejnych dwunastolatek, które się zabiły – nie zdążyliśmy:(

Ostatnio + Kinga, + Zuzia…

***

W tym moim śnie Lewy (szacun Mistrzu!) mógł strzelać sam, ale podał do mnie. Nie wyszło. Jak to mawia pewien komentator, ów Paweł „dziubnął piłkę” i „ekspediował” ją – nie tam gdzie trzeba!

***

Plus tego dziwnego snu jest taki, że trochę tak jak w Biblii: „To co napisałem, napisałem”. Choć to tragiczne słowa Poncjusza Piłata! (J 19, 22b).

Wklejam ten (93:)) wpis na moim blogu m.in. dlatego, bo nie chcę umywać rąk (patrz Mt 27, 24a: Piłat widział coraz większe zamieszanie i że nic nie pomaga i „wziął więc wodę i na oczach tłumu umył sobie ręce”).

Za długo tak robiłem. I  tak wypowiadałem słowa Piłata: „Nie ponoszę winy za tę krew. To wasza sprawa” (Mt 27, 24b).

Mowa Piłata to najczęściej wygodne milczenie!

Milczałem…

Wymiksowanie.

Ucieczki.

Syndrom Piłata.

Gdy zdradzam kogoś, kogo chciałem być przyjacielem (i uwolnić, go choć troszkę od jego bólu).

Wszak Piłat (serio!) chciał uwolnić Jezusa!

Ale…

Niestety zwyciężył polityczny i moralny konformizm.

Strach przed zmianą i zimna kalkulacja, co się „opłaca” bardziej.

Ależ ta scena jest archetypowa!

Gdy np. zbliżamy się do kogoś, a potem ranimy odchodząc bez słowa (twe uczucia i życie już mnie nie obchodzą).

Sam tak robiłem wobec innych.

I sam tego doświadczam teraz na sobie!

Lecz nie osądzam, bo najczęściej krzywdzimy własną krzywdą. Tym bardziej kocham!

Kora śpiewała: „Nie pytaj czemu cię kocham. Bo kocha się za nic. Miłość może uleczyć. Miłość może też zranić”.

I cudowna interpretacja tego utworu, w wykonaniu Ralpha Kamińskiego.

***

A zatem małe resume:

Chcę widzieć! Czuć!

Mieć empatię wobec siebie samego!

I wobec innych!

I nie być obojętnym!

I wciąż kochać. Choćby ceną była porażka.

Szukać wzroku BLIŹNIEGO.

***

Myślę, że czas tylko publicystki się kończy.

Czas jest raczej konkretów: moich i Twoich!

Lub to będzie nasz choice – czyli dalej sen (na naszym polskim Titanicu), z miłą przygrywką orkiestrowo-propagandowej wersji T. Love: „jest super, jest super więc o co ci chodzi?”.

***
Hmmm…

Tak sobie myślę wracając do obrazu samego siebie, że dobrze by było, aby też nie karać siebie samego, kiedy miniemy się z celem!

Po prostu podnieść się z gleby i ruszyć dalej!

Póki piłka w grze!

Póki żyje i jest puls, aby szukać dalej i głębiej!

By widzieć też – każdego na boisku, kto może przeżywa akurat swój kryzys formy!

By wspierać się, gdy wokół tyle krzyku, osądów, hejtu, obojętności.

Gdy ktoś potrzebuje – 116 chwil bycia obok.

Cierpi, więc potrzebuję tylko i aż – 111 (bez słów): „jestem”.

Jestem…

***
Obojętność jest zimna jak lód!

Boli cholernie.

Deprymuje.

Odbiera motywację i azymut.

Ale może jest tak, jak w pięknym serialu pt. „After life” (2019-2022, reżyser Ricky Gervais), gdzie pada diagnoza, że to co zraniło, może być z czasem (paradoksalnie!) takim okładem lodu – na podbite i spuchnięte serce!

Na serce zbite jak tatar!

***

Zaś na poziomie społecznym jest ból, gdy np. to co mądre i logiczne rozmija się z konkretem działań. Bo nikt już nie ufa żadnym specjalistom. Wolimy clickbait i „przekaz guru dnia”, który bez cienia kompetencji i żenady wciska nam, że w palecie barw jest tylko biel i czerń…

A owi „bogowie prawdy” są tak zakochani –  w swym strachu, przed utratą swej pozycji. Żyją non stop w matrixie swego Olimpu! Nie patrz w górę! Choć spadają nam na głowy trujące emisje frustracji i nienawiści…

***

Wspomniany powyżej główny bohater serialu „After life” (zmagający się z żałobą po stracie) słyszy od swej przyjaciółki, że to co stracił może kiedyś uśmierzyć ból, który on czuje!

I że warto biec dalej!

Bo może właśnie Lewy robi ci asystę i daje podanie marzeń…

***
To był tylko sen z 3.10 rano.

O 4.56 skończyłem wpis.

O 7.00 wrócił sen.

Miał być tekst o Lewym.

Potem wyszło jak wyszło.

Czyli o wielu sprawach😉

Choć wbrew pozorom jest tylko jeden temat tego tekstu.

Jaki?

To zagadka! 😉

 

Rockowa dusza. Z wykształcenia teolog. Nauczyciel od 14 lat. Ciekawy świata i ludzi. Troszkę romantyk starej daty:) Uwielbiam zespoły Depeche Mode, Coma, Anathema. Również kino, smak kawy, twórczość J.R.R. Tolkiena oraz C.S. Lewisa. Przygoda z blogiem trwa od 16.07.2019 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.